08/03/2014
Losowanie
Losowanie w tym tygodniu nie skończy się wycieczką, zatem zainteresowanych zapraszam na wojaże następnym razem. Dziś rano wylosowaliśmy ZAKUP KSIĄŻKI :) "Opowieści z Narni" - wszystkie tomy zakupione. Biegnę na zajęcia! miłego dnia wszystkim!!
06/03/2014
Jak AMANT w pacierzu...
... jak amant w pacierzu (to powiedzenie mojego syna) dzisiejszy dzień nie był fajny :(
Przed południem, hm.. co tu dużo gadać. Doły miewam, czasami. Snułam się po mieszkaniu, usiłowałam pozbierać się "do kupy" dzięki dobrej kawie, pozytywnym afirmacjom, medytacji, prysznicowi, masażowi, pillingowi, słuchaniu Bacha...Nie pomogło.
Dziękuję mojej drogiej imienniczce, która mimo zapalenia oskrzeli proponowała, że nie zważając na swoją chorobę przyjdzie ze mną pobyć :) Czyjaś obecność w takiej chwili tylko bardziej mnie rozkleja. Folguje wtedy swoim uczuciom, płyną one, płyną, zazwyczaj z gorącymi łzami...
W każdym razie, przed odebraniem Maćka ze szkoły przyklepałam na zaczerwieniony nochal i opuchnięte oczy jakiś tam makijaż. W drodze do domu dowiedziałam się od dziecka, że na JUTRO MUSI zrobić gazetkę ścienną o Hiszpanii i przynieść mus czekoladowy dla całej klasy na Dzień Kobiet !!! Zanim dojechaliśmy do domu, udało mi się wytargować zamiast musu czekoladowego na 21 osób plus pani - babeczki z nadzieniem jagodowym. Oczywiście - etatowo pracuję popołudniami, więc nie ma szans na "obijanie się". Zatem...Dom, obiad, zadanie domowe, zakupy, w drodze z zakupów do pracy - wykidany w samochodzie jogurt pitny na mój płaszcz, tapicerke, buty, spodnie, torebke, dziecko (to moja sprawka, nie Maćka). W takim razie (15 minut do rozpoczęcia pracy) - dom, wrzucenie zakupów, zdjęcie ciuchów, ubranie czystych ciuchów, samochód, praca. W pracowni - chluśnięcie sobie przypadkowo różową farba w twarz, oko, na włosy, koszulkę, spodnie, buty (wczesniej oblane jogurtem, bo nie zmieniłam, zamszowe nota bene). Chwilowo miałam dość. Po pracy - odebranie Maćka z judo, zorientowanie się, że nie ma judogi, czyli albo mu ktoś "świsnął", albo "zwinął" przypadkowo dwie razem ze swoją. Gazetka o Hiszpanii zrobiona, KONIECZNIE na jutro. A teraz...babki siedzą w piekarniku, jeszcze koszulę, spodnie wyprasować, bo jutro "na galowo".
Wiem, to normalne, każdy rodzic się z tym zmaga. To codzienność. Ale czasem brakuje mi po prostu kogoś obok mnie...Dzisiaj nie był dla mnie dobry dzień :(
Czasem, kiedy puka w drzwi w moim mózgu stara znajoma - depresja, nie moge się oprzeć i otwieram jej szerzej drzwi... Nie mam siły zamknąć ich przed jej nosem.
Przed południem, hm.. co tu dużo gadać. Doły miewam, czasami. Snułam się po mieszkaniu, usiłowałam pozbierać się "do kupy" dzięki dobrej kawie, pozytywnym afirmacjom, medytacji, prysznicowi, masażowi, pillingowi, słuchaniu Bacha...Nie pomogło.
Dziękuję mojej drogiej imienniczce, która mimo zapalenia oskrzeli proponowała, że nie zważając na swoją chorobę przyjdzie ze mną pobyć :) Czyjaś obecność w takiej chwili tylko bardziej mnie rozkleja. Folguje wtedy swoim uczuciom, płyną one, płyną, zazwyczaj z gorącymi łzami...
W każdym razie, przed odebraniem Maćka ze szkoły przyklepałam na zaczerwieniony nochal i opuchnięte oczy jakiś tam makijaż. W drodze do domu dowiedziałam się od dziecka, że na JUTRO MUSI zrobić gazetkę ścienną o Hiszpanii i przynieść mus czekoladowy dla całej klasy na Dzień Kobiet !!! Zanim dojechaliśmy do domu, udało mi się wytargować zamiast musu czekoladowego na 21 osób plus pani - babeczki z nadzieniem jagodowym. Oczywiście - etatowo pracuję popołudniami, więc nie ma szans na "obijanie się". Zatem...Dom, obiad, zadanie domowe, zakupy, w drodze z zakupów do pracy - wykidany w samochodzie jogurt pitny na mój płaszcz, tapicerke, buty, spodnie, torebke, dziecko (to moja sprawka, nie Maćka). W takim razie (15 minut do rozpoczęcia pracy) - dom, wrzucenie zakupów, zdjęcie ciuchów, ubranie czystych ciuchów, samochód, praca. W pracowni - chluśnięcie sobie przypadkowo różową farba w twarz, oko, na włosy, koszulkę, spodnie, buty (wczesniej oblane jogurtem, bo nie zmieniłam, zamszowe nota bene). Chwilowo miałam dość. Po pracy - odebranie Maćka z judo, zorientowanie się, że nie ma judogi, czyli albo mu ktoś "świsnął", albo "zwinął" przypadkowo dwie razem ze swoją. Gazetka o Hiszpanii zrobiona, KONIECZNIE na jutro. A teraz...babki siedzą w piekarniku, jeszcze koszulę, spodnie wyprasować, bo jutro "na galowo".
Wiem, to normalne, każdy rodzic się z tym zmaga. To codzienność. Ale czasem brakuje mi po prostu kogoś obok mnie...Dzisiaj nie był dla mnie dobry dzień :(
Czasem, kiedy puka w drzwi w moim mózgu stara znajoma - depresja, nie moge się oprzeć i otwieram jej szerzej drzwi... Nie mam siły zamknąć ich przed jej nosem.
05/03/2014
Tęczowo
Dziś w pracowni było relaksująco i tęczowo. Malowaliśmy farbami wylanymi do plastikowych koszulek na dokumenty. Cudownie było mazać dłońmi, naciskać palcami, gnieść pięściami, rozprowadzając wewnątrz kolorowe plamy. Powstały fantastyczne kompozycje :) Nie mogliśmy przestać! Spokojnej nocy i tęczowych snów :)
Wieczorne Polaków rozmowy
Pewnie niejeden z Was wychodzi z domu rano, wraca wieczorem, ledwo powłócząc nogami. Ja ostatnie dwa dni miałam mega zapchane przeróżnymi czynnościami, niekoniecznie przyjemnymi, statycznymi czy pozytywnymi.
Ostatni ważny dla mnie punkt programu każdego dnia, to wieczorne czytanie dziecku. Zazwyczaj po nim, Maciej zasypia. Ale bywają dni (jak dwa minione), kiedy prowadzi wręcz monolog, co chwilę wtrącając "Mamo, słuchasz?", albo "Mamo, a wiesz jak się nazywa...?" A ja wtedy ledwie zyję.
Przedwczoraj dowiedziałam się o mutacjach genetycznych u ryb - pił, że niektórym z nich piły wyrastają w górę, zamiast w przód, o ich mozliwościach szybkiego pływania, o cenie za nielegalne "piły" tych ryb, itd... Wczoraj miałam test ze znajomości samolotów, wypytywanie o datę przelotu Amelii Earhart nad Atlantykiem, modelu jej samolotu oraz prędkości lotu.
Czasem mój umysł w porze wieczornej nie funkcjonuje zbyt dobrze :/ Mam kompletnie dość tych opowieści, słuchania, potakiwania... Najchętniej zamknęłabym się w osobnym pomieszczeniu, SAMA!
Ale myślę sobie, że być może za rok, za dwa, Maciej nie będzie chciał podzielić się ze mną takimi informacjami? Pewnie nie powie mi nawet, co przeskrobał w szkole. Nie powie co podoba mu się w Natalii z II B. A jeśli zirytuję się i ochrzanię go, to być może się zniechęci do rozmów ze mną, możliwe, że nie będzie więcej opowiadał o swoim planie uratowania ludności Ukrainy przed Putinem...
Wtedy "spływa" na mnie spokój, wyłączam logiczne myślenie, uśmiecham się, patrzę na te mądre brązowe oczy, słucham... i chcę, żeby mówił do rana.
Subscribe to:
Comments (Atom)
.jpg)


