14/03/2014

Ludzie...


Miewam okresy socjopatyczne, owszem.... Ale od czasu do czasu czuję, że warto poświęcić swój czas na spotkania, rozmowy, wymianę energii. Niezbyt często, niezbyt rzadko, w sam raz. Czasem kilka chwil spędzonych w towarzystwie przyjaźnie nastawionych ludzi, ładuję "baterie emocjonalne" na długo. Unikam spotkań z ludźmi na płaszczyźnie prywatnej. Zazwyczaj rozmawiam z innymi w pracy, czasem z panią w piekarni. I tyle.

Dziękuję tu Małgorzacie i Danielowi :) Za uwagę, zainteresowanie poświęcone mnie i mojemu synowi :) To takie budujące, usłyszeć od postronnej osoby, że jest dobrze, że jest fajnie, że jest ... pięknie :) Każdy ma deficyty, które albo uzupełnia sobie sam (dążę do tego), albo czerpie od innych. Ja akurat tym razem pozwoliłam sobie zadzieżgnąć dobroci od nich. Pozwolili mi na to. Dziękuję.

Cenię również każdy piątek z powodu taty Kajtka i Mikołaja, który zawsze ma dla mnie miłe słowo i ofertę podwiezienia z pracy do domu, oraz ich mamy Beaty, która jest dla mnie esencją kobiecości, dla mamy Wojtka i Piotra,  niezmiennie rozświetlającej swoim uśmiechem moją pracownię.

Jestem wdzięczna. Miałam cudowny dzień :) Spokojnej nocy !

Gwoli wyjaśnienia....



Bycie singielką w tej chwili to dla mnie WYBÓR, nie konieczność. Wolę być sama, niż z dupkiem ;) Nie należę do kobiet, które cierpią dla gaci w domu. Owszem, bywają chwile zwątpienia... Ale takie zdarzają się nawet tym osobom, które są w szczęśliwych związkach.

Nie zgadzam się na bycie z kimś nieodpowiedzialnym do granic możliwości (mój były mąż), ani na bycie z kimś, kto nie ma w sobie ani krzty empatii i jest encyklopedycznym przykładem egocentryka - bądź też mizoginisty (mój były partner).

I jeszcze a propos pytań znajomych płci męskiej... ktoś kiedyś mi powiedział, że po to, by się napić śmietanki - wcale nie trzeba kupować krowy. Daję radę i  nie musicie się o mnie troszczyć w tej kwestii!

Wszystko chyba jasne ;) Pozdrawiam i życzę miłego dnia!


13/03/2014

W Szczekocinach szczeżuja szczerzy szczerby


Mój syn, ucząc się pisać w szkole pisma ręcznego, przy każdej nowo poznanej literce, ma za zadanie narysować przedmiot, którego nazwa zaczyna się na daną literę, lub głoskę.

Dziecko ma mocno orientalizujące poglądy.... Nie mógl zobrazować szyszki alb chociaż "szczewika" ??

11/03/2014

Jesli nie ja, to kto?


Macie dni zaplanowane?  Ja tak. Odwożenie, odbieranie, zakupy, obiady, sprzątanie, praca, judo dziecka, piłka nożna dziecka. Ustalam przed porannym wyjściem z domu po kolei krok za krokiem, żeby nie biegać niepotrzebnie tam i z powrotem, żeby o czymś nie zapomnieć, pakuję do samochodu rzeczy potrzebne od rana do wieczora. Żeby zdążyć. I wszystko ustalone co do plus-minus 10 minut.

Ale dzisiejszego ranka los sprawil mi psikusa. Samochód nie odpalił. Zatem poranny bieg do szkoły przez całe miasto pieszo, bo tramwaj ani autobus nie dojeżdża. Do pracy na 10 już nie dam rady, bo nie zdążyłabym wrócić do domu i wyjść i zdążyć, a nie zabrałam potrzebnych rzeczy na cały dzień. No tak, odebranie Maćka ze szkoły pieszo, nakarmienie go obiadem i pójście do pracy na 15 będzie graniczyło z cudem w czasie, który mi będzie dany pomiędzy tymi czynnościami. Obiad dziś eliminujemy. A z judo też go nie odbiorę bo siedzę w pracy. Cóż.... Macie dziadków, babcie, mężów? To się macie fajnie. Powiem Wam jedym słowem, do dupy jest samemu.

Kiedyś, jedyny stuprocentowy facet jakiego znam, Jarek, powiedział mi mądre słowa:
- Eliza, Ty jestes kobietą! Ty wcale nie musisz wchodzić na dach, żeby sobie naprawić antenę TV, wcale nie musisz umieć naprawiać kranu ani zbijać budy dla psa z desek!

Fakt, nie muszę. Ale jeśli nie ja, to kto?


Dziecko jest jak tatuaż na twarzy kobiety - dla Ani

Każdy z nas jest ważny. Każdy człowiek. Wiem, że dzieci są szczęśliwsze, kiedy mają jednego szczęśliwego rodzica, niż kiedy zmagają się z obydwoma sfrustrowanymi i skaczącymi sobie do gardeł. I to działa cały czas.... KAŻDY Z NAS JEST WAŻNY. Dopóki tego nie zrozumiałam - nie godziłam się w życiu na nic. Ani na swoją sytuację w pracy, ani na sytuacje rodzinną, ani na żadne drobne czynności dnia codziennego. Zajęło mi  kilka miesięcy zrobienie porządku z samą sobą. Dopiero wówczas zrozumiałam, że tak naprawdę, są rzeczy na które mam wpływ, a inne dobrze jest zaakceptować, zamiast z nimi wojować. Dla swojego zdrowia psychicznego. Spokój jest dla mnie bardzo ważny.

Kiedy miewam momenty zapadania się wewnątrz czeluści, zionącej gdzieś we mnie, tej niewypełnionej dobrymi uczuciami, nic nie jest w stanie przemówić mi do rozsądku. Wszystkie pozytywne słowa giną w czarnej dziurze. Kiedyś uświadomiłam sobie, że w chorobie psychicznej najgorszy jest fakt, że największy wróg, który toczy wówczas psychikę jak czerw padlinę - to mój mózg. Nie mogę się go ani pozbyć, ani wyłączyć. Po prostu jest w środku i działa na moją niekorzyść. I wiem również, że nikt wtedy nie jest w stanie mi pomóc, prócz mnie samej. Nie chcę analizować przyczyn złego samopoczucia, bo u każdego są pewnie inne, ale wiem, że tylko ja sama jestem w stanie CZASEM zapanować nad myślami. Nie wiem ani co, ani jak, ani kiedy mi pomogło. Buddyzm? Medytacja? Trening uważności? Spokój? Samotność? Poranna kawa? Pogoda? Pomalowane paznokcie? Słowa mojego dziecka? Nie wiem. Ale za każdym działaniem, jakie podjęłam - stoję JA. 

Każdy rodzic, który zastanawia się jak być lepszym, ma wyrzuty sumienia, rozmyśla co zrobił źle - jest dobrym rodzicem. Gdyby nie analizował swojego zachowania, uważał, że jest nieomylny, idealny - byłby psychopatą, który wychowa cyborgi. Albo potencjalnych pacjentów poradni zdrowia psychicznego (jak ja;). Wątpliwości są dobre. Uczą, jak wzrastać. Oczywiście traktowane zdroworozsądkowo! 

Też chcę być kochana! Ale tu nawiążę, do tego co powyżej. Jesli sama sobie nie dam miłości, dlaczego oczekuję, że da mi ją obca osoba? Ja jestem czynnikiem sprawczym swojego życia. Chciałabym, żeby ktoś mnie przytulał, dotykał, obdarzał atencją moją osobę. Chciał spędzać ze mną czas, pomagać mi, wspierać mnie, odgarnąć włosy z czoła... Mam w sobie wiele miłości, którą jestem w stanie DAĆ. Ale chyba rozdam ja bezwarunkowo. Jest tyle rzeczy na świecie, które można pokochać, poza wymarzonym mężczyzną, na którego jeśli będę czekać - przegapię wszystkie inne wartościowe pod względem uczuciowym wydarzenia. Są chwile, kiedy patrzę wieczorem w lustro, zastanawiam się, dlaczego sama jest kobieta mądra, w miarę atrakcyjna, z całkiem niezłymi piersiami i zgrabnym tyłkiem, zaradna życiowo, władająca kilkoma językami, wciąż rozwijająca się, potrafiąca gotować, piec wspaniałe ciasta...Co ze mna jest nie tak? 

Po prostu tak się ułożyło. Nie jestem ani lepsza, ani gorsza od innych. Cóż, nie będę rozpaczać nad straconymi latami, bo one mnie czegoś nauczyły. Nie będę żałować swoich postępków, bo nie żyję już przeszłością. Jedyne co mogę i chcę zrobić, to zadziałać TERAZ. Nie raniąć nikogo, a zwłaszcza nie postępując wbrew sobie ;)

Nos do góry!