15/02/2014

Co na obiad?

Chciałabym być lepszą mamą...

Maciej od 8 rano oznajmił, że siedzimy w domu między 10:45 a 12:40, bo chce obejrzeć jakis film w TV. W porządku... Myśląc w zwolnionym tempie wypiłam poranne kawy (w filiżance x 2), poplamilam kawą piżamę, wyprałam ręcznie piżamę, przygotowałam śniadanie. Ogarnęłam mieszkanie. Umyłam okno.

10:45. Maciej oglada film. A ja myślę co na obiad...Placki ziemniaczane?
- Mogą być! Pycha! - usłyszałam z kanapy.

Mam czas....W takim razie obiorę ziemniaki. Zaraz, zaraz... Gdzie jest tarka? A, no tak, włożyłam ja do zmywarki. Kiedy kończy się "pranie"? Za dwie godziny, a jest pół do dwunastej...Hm... Może pizzę na szybko? No, da się, ser zamaist potrzeć - pokroję! Otwieram lodówkę... a, nie mam drożdży. Dobra, skoczę do "Biedronki".

- Maciek! Wychodze do sklepu po zakupy. Kupię drożdżę na pizzę i coś na jutro. Zaraz wrócę.
-Ok.

Nie, nie pójdę. Nie mam gotówki. Mam tylko kartę bankomatową. Nie ma tu bankomatu...A do Tesco sama nie pojade na tak długo. Wrrr... No nic, myślę dalej.

Wiem! Zrobię ryż z jabłkami! Tak, wyjmuje ryż....nucąc pod nosem... taaaa... ale tarka nadal w zmywarce :/

Chciałabym być bardziej zorganizowaną mamą.

14/02/2014

Szczur na Dworcowej!!




Szczur na Dworcowej dziś o 18:37. Dreptał sobie w kierunku "Świetlika", w połowie drogi zrezygnował, zawrócił i postanowił wejść do nieczynnej dyskoteki. Ale chyba właśnie z tej racji, że nieczynna - truchtem pobiegł wzdłuż witryn sklepowych, zaglądając na wyprzedaże w obuwniczym....

Albo Bytom czeka zagłada i te małe stworzonka ewakuują się póki czas....

Albo gdzieś jest ich całkiem sporo, żerujących na składowiskach śmieci w centrum miasta ...

Albo ktoś nie sprząta może...?

Bo Ruska fajnie byłoby mieć ;)


Gotując obiad słuchałam dywagacji Macieja na temat zwierząt, które będziemy mieli w przyszłości w naszej wiejskiej zagrodzie (teoretycznie). Snuliśmy marzenia - ja krojąc ziemniaki, Maciej gniazdując w kuchennym fotelu przy oknie. Wspierał się "Wielką Encyklopedią Zwierząt". Słyszę:

- I taka kunę będziemy mieli, i gornostaja, i łasicę, i boruska...

Ziemniaki okrasiłam prychnięciem. Fajnie byloby mieć jakiegoś Ruska... Radio w samochodzie by naprawił i palniki z kuchenki przedmuchał... Ech....

13/02/2014

Przyprawy do potraw ...


... mojego syna to ORIGAMI i DŻOMBER. Chciał koniecznie dosypać do sugo, do spaghetti. Mimo, że jego pomysły bywają szalone (zwłaszcza kuchenne), mimo, że jestem "zmuszona" robić dobrą minę do złej gry...nawet da się zjeść! Kiedyś wymyślił eskalopki z kurczaka, przykrywane liśćmi laurowymi !?! Kiedy spałaszowaliśmy już wszystko, poszliśmy do kuchni oblizywać wysuszone i wytarzane w przyprawach liście laurowe. Da się? :)


Zmiana planów!!

Informuję, że z przyczyn "odgórnych" zmieniam miejsce spotkania  na bytomską ŻYRAFĘ :) Będę tam koczować od 15. Zapraszam!!

12/02/2014

Zapadamy się, czy się nie zapadamy?



Mieszkam w obecnym lokalu od trzech lat. Poczatkowo tramwaje dudniły mocno, przejeżdżając po szynach. Dzisiaj zorientowalam się, że przejeżdżający tramwaj budzi do życia sztućce w szufladzie, odzywają się jak wyrwane na lekcji do odpowiedzi. Okna od podwórka burczą drewnianym głosem, jakby łaskotały zawodzące cienko szyby... A co będzie za rok? Śpiąc smacznym snem sprawiedliwej spadnę z łóżka o 1:28, potem o 3:35, 4:30, 4:45, 4:55....itd ???

Tata...

Po raz pierwszy od czasu wyprowadzenia się od byłego współmałżonka przyszło mi się zmierzyć z rozpaczą mojego dziecka, dotyczącą kwestii rozwodu. Prędzej czy później Wasze dzieci będą miały jakieś pretensje - słuszne, uzasadnione, to pewne. Niemniej jednak, płacz, taki z serca, smutny, pełen wyrzutów, których ja jestem również przyczyną, jest rzeczą straszną. Dziecko cierpi nie mając obok siebie obydwojga rodziców. Wczorajsze pytanie Maćka, wyrzucone z siebie przerywanym od szlochu głosem:
- Dlaczego tata wyprowadził się aż tak daleko od nas? Czemu nie mógł się wyprowadzić chociażby do Katowic, nawet Warszawy czy Kołobrzegu...?
To nie pytanie do mnie. To nie pytanie wymagające ode mnie odpowiedzi. Ale uczucie żalu, którym przepełnione jest to małe ciałko mojego syna, nie pozwala mi dziś normalnie funkcjonować. Jestem pełna podziwu dla tego małego człowieka, bo dopiero teraz zorientowałam się jak strasznie musi przeżywać niespełnione obietnice, nieodebrane telefony, niedotrzymane słowa swojego taty. I jak świetnie sobie z tym radzi każdego dnia. Chciałabym bardzo mieć siłę, żeby podołać jego frustracjom, wspierać go, pozwalać mu wzrastać, pomimo.
Jeśli ktoś z Was ma podobne doświadczenia - podzielcie się nimi ze mną, proszę.