22/02/2014

Jakie mam ramiona - każdy widzi !



Wakacje 2011. Pobyt u znajomej w domku letniskowym, w jakiejś wiosze w częstochowskiem. Chłopcy - sztuk 3 (Maciej, Kuba, Bartek), w wieku podobnym, całymi dniami szaleli po wsi. Gonili, jeździli, brudzili się, chłeptali wodę ...jednym slowem - trudzili się. Wieczorna kąpiel ujawniła, który jest którym i czyim synem. Po ablucjach zalegli pokotem na jednej wersalce, w poprzek, wgapiając się w telewizor, który wiele nie pokazywał, więcej szumiał i migotał.

My - Mamy przed domkiem słuchałyśmy świerszczy, oglądałyśmy świetliki, raczyłyśmy się winem domowej roboty i spoglądałyśmy w gwiazdy. Kiedy postanowiłyśmy pójść spać, okazało się, że wszystkie pociechy cudownym trafem podreptały przed snem do swoich łóżek. Ja usiłowałam bezszelestnie położyć się obok Maćka. Wsunęłam się cichcem pod koc, a rozbudzony Maciej gruchnął głosem, którym obudziłby  niebszczyka:

- Kuba! Bartek! Ja śpię dzisiaj z mamą! Wynocha!
- Ciiii! To ja, mama!
- Aaaaa, przepraszam, mamo. Nie poczułem Twoich delikatnych ramion.....

To chyba jeden z bardziej czarujących komplementów, które usłyszałam :)

21/02/2014

Lotopałanka nie istnieje !



Pamiętam...
Maciej miał chyba ze dwa lata. Szliśmy do dziadków, akurat przechodziliśmy obok parkingu na Grunwaldzkim. Po drodze zapytał:
- Mamo, a jak wygląda lotopałanka?
- CO kochanie?
- Lotopałanka!
- Eeee, no nie wiem, może wyglądać tak jak chcesz... Jak sobie wymyślisz! - powiedziałam odkrywczo, myśląc, że nic na świecie o tak śmiesznej nazwie nie  może istnieć.

Moje dziecko spojrzało na mnie jak na kosmitkę, po czym dobitnym tonem stwierdziło, że to nie prawda.

Po wizycie u dziadków, wróćiliśmy do domu. Pierwsze co mój syn zrobił, to zatachał krzesło pod regał z książkami. Stękając z wysiłku wytargał grubą "knigę" o znaczącym tytule "Atlas zwierząt".

Lotopałanka dawno wywietrzała mi z głowy, nie pamiętałam o niej dopóki nie została mi przed nos podstawiona książka, z ilustracją i opisem latającej wiewiórki. Szczęka mi opadła.

- Cytaj! - rzucił i usadowił się na moich kolanach.

I tak "cytam" do dziś... :) Uwielbiam mojego małego mądralę !

20/02/2014

Nic...

... nie dzieje się ciekawego. Codziennie obiad, przygotowanie do zajęć w pracowni, dzieci, praca, odrabianie zadań, wieczorne czytanie książek. Mam wrażenie, że dopiero co cieszyłam się z wolnego weekendu, a tu znów kolejny, tym razem zajęty wykładami na uczelni.

Złapać oddech pragnę. Zapełnić czystą kartę, którą mocno trzymam w rękach. Chciałabym zacząć pisać na niej naszą nową historię...

Otrzymuję maile z wiadomościami od moich czytelników. Same podtrzymujące na duchu, miłe, pełne ciepłych słów. Dziękuję Wam! Zachęcam po raz kolejny do komentowania bloga, przecież nie ujawniacie swoich danych ;) Swoją drogą to dziwne dla mnie - wstyd przed ujawnieniem, że jest się samotnym. A myślicie, że udając, że wszystko w Waszym życiu jest w porządku będzie Wam łatwiej?



Spokojnej nocy!




17/02/2014

Kotlet na podłodze

Podczas obiadu kotlet krojony rączką Maćka jakimś trafem wyfrunął nad stołem i klicnął na podłogę. Oczywiście rozzłoszczona zaczęłam tyradę, że ... aż wstyd mi pisać teraz :(
I Maciej, mój najmądrzejszy człowieczek na świecie odezwał się w te słowa:
- Mamo, nauczyłem się pisać, posługiwać się sztućcami. Ale pisanie nie podoba się dziadkowi, bo mam ciągnąć literki od góry a nie od dołu. A jedzenie nożem i widelcem nie podoba się tobie, bo nie tak trzymam sztućce, jak ty byś chciała. Czy ja zawsze nie będę wystarczająco dobry dla ciebie i dziadka? Przecież się nauczyłem.

Usiadłam obok niego na podłodze. W sekundzie pojawiły się w mojej głowie wspomnienia dzieciństwa, wydarzeń, które pamiętam ze względu na przykre emocje im towarzyszące. Wydaje mi się, że "muszę" dawać sobie radę w każdej sytuacji życiowej, oczywiście sama, bo gdyby mi ktoś pomógł - to by sie nie liczyło. To byłaby ujma na moim honorze. "Muszę" umieć wszystko, "muszę" pamiętać o wszystkim. Nawet jeśli panuję nad każdą sytuacją - to wciąż za mało. Sama sobie tę życiową poprzeczkę wieszam wciąż wyżej i wyżej, tak żeby było mi trudno nad nią przeskoczyć. Mimo tego, że nie musze juz nikogo zadowalać i zabiegac o niczyje względy i akceptację. To trudne.

Na każdą negatywną ocenę, którą otrzymujemy w dzieciństwie od rodziców, powinno przypaść około dziesięciu pozytywnych informacji na temat dziecka. Żeby zachować "jako-taką" równowage psychiczną. Przychylam się do tego calkowicie!

Zapisałam na kartce w swoim kajeciku osobistych myśli - CHWALIĆ MAĆKA. Czasem takie "oczywiste oczywistości" docierają do nas dopiero w newralgicznych momentach.