27/02/2014

Tłusty czwartek






Pamiętam pewnego pączusia... Siedziałam po ciemku w swoim ulubionym kuchennym fotelu, pochylona nad laptopem, który grzał mi kolanka. Jadłam pączka. Zaczytana, dopiero kiedy włożyłam do ust ostatni smakowity kąsek - zorientowałam się, że nie było w nim nadzienia.
Na marginesie, mój syn jest przekonany, że "nadzień" ma rodzaj męski. W każdym razie, zasmucona brakiem słodkiego dżemiku wewnątrz pączka, chciałam zakończyć moje wieczorne posiedzenie. Dopiero zamykając klapkę komputera, zorientowałam się, że cały "nadzień" klicnął mi na klawiaturę.

Z pączkiem jest jak z życiem... Spodziewasz się czegoś dobrego, czekasz, poszukujesz - i nic. A kiedy postanawiasz brnąć dalej i kolokwialnie mówiąc "olać temat" - odkrywasz "nadzień" w zupełnie nieoczekiwanym miejscu...

No comments:

Post a Comment