11/03/2014

Dziecko jest jak tatuaż na twarzy kobiety - dla Ani

Każdy z nas jest ważny. Każdy człowiek. Wiem, że dzieci są szczęśliwsze, kiedy mają jednego szczęśliwego rodzica, niż kiedy zmagają się z obydwoma sfrustrowanymi i skaczącymi sobie do gardeł. I to działa cały czas.... KAŻDY Z NAS JEST WAŻNY. Dopóki tego nie zrozumiałam - nie godziłam się w życiu na nic. Ani na swoją sytuację w pracy, ani na sytuacje rodzinną, ani na żadne drobne czynności dnia codziennego. Zajęło mi  kilka miesięcy zrobienie porządku z samą sobą. Dopiero wówczas zrozumiałam, że tak naprawdę, są rzeczy na które mam wpływ, a inne dobrze jest zaakceptować, zamiast z nimi wojować. Dla swojego zdrowia psychicznego. Spokój jest dla mnie bardzo ważny.

Kiedy miewam momenty zapadania się wewnątrz czeluści, zionącej gdzieś we mnie, tej niewypełnionej dobrymi uczuciami, nic nie jest w stanie przemówić mi do rozsądku. Wszystkie pozytywne słowa giną w czarnej dziurze. Kiedyś uświadomiłam sobie, że w chorobie psychicznej najgorszy jest fakt, że największy wróg, który toczy wówczas psychikę jak czerw padlinę - to mój mózg. Nie mogę się go ani pozbyć, ani wyłączyć. Po prostu jest w środku i działa na moją niekorzyść. I wiem również, że nikt wtedy nie jest w stanie mi pomóc, prócz mnie samej. Nie chcę analizować przyczyn złego samopoczucia, bo u każdego są pewnie inne, ale wiem, że tylko ja sama jestem w stanie CZASEM zapanować nad myślami. Nie wiem ani co, ani jak, ani kiedy mi pomogło. Buddyzm? Medytacja? Trening uważności? Spokój? Samotność? Poranna kawa? Pogoda? Pomalowane paznokcie? Słowa mojego dziecka? Nie wiem. Ale za każdym działaniem, jakie podjęłam - stoję JA. 

Każdy rodzic, który zastanawia się jak być lepszym, ma wyrzuty sumienia, rozmyśla co zrobił źle - jest dobrym rodzicem. Gdyby nie analizował swojego zachowania, uważał, że jest nieomylny, idealny - byłby psychopatą, który wychowa cyborgi. Albo potencjalnych pacjentów poradni zdrowia psychicznego (jak ja;). Wątpliwości są dobre. Uczą, jak wzrastać. Oczywiście traktowane zdroworozsądkowo! 

Też chcę być kochana! Ale tu nawiążę, do tego co powyżej. Jesli sama sobie nie dam miłości, dlaczego oczekuję, że da mi ją obca osoba? Ja jestem czynnikiem sprawczym swojego życia. Chciałabym, żeby ktoś mnie przytulał, dotykał, obdarzał atencją moją osobę. Chciał spędzać ze mną czas, pomagać mi, wspierać mnie, odgarnąć włosy z czoła... Mam w sobie wiele miłości, którą jestem w stanie DAĆ. Ale chyba rozdam ja bezwarunkowo. Jest tyle rzeczy na świecie, które można pokochać, poza wymarzonym mężczyzną, na którego jeśli będę czekać - przegapię wszystkie inne wartościowe pod względem uczuciowym wydarzenia. Są chwile, kiedy patrzę wieczorem w lustro, zastanawiam się, dlaczego sama jest kobieta mądra, w miarę atrakcyjna, z całkiem niezłymi piersiami i zgrabnym tyłkiem, zaradna życiowo, władająca kilkoma językami, wciąż rozwijająca się, potrafiąca gotować, piec wspaniałe ciasta...Co ze mna jest nie tak? 

Po prostu tak się ułożyło. Nie jestem ani lepsza, ani gorsza od innych. Cóż, nie będę rozpaczać nad straconymi latami, bo one mnie czegoś nauczyły. Nie będę żałować swoich postępków, bo nie żyję już przeszłością. Jedyne co mogę i chcę zrobić, to zadziałać TERAZ. Nie raniąć nikogo, a zwłaszcza nie postępując wbrew sobie ;)

Nos do góry!





No comments:

Post a Comment