21/05/2014
Chociażby o fasolce
Jestem zapachowcem, wąchaczem, nadwrażliwcem węchowym, jakkolwiek. Przygotowując na dzisiejszy obiad fasolkę szparagową zobaczyłam poranne słońce. Rozbielone światło, jak przez tiul. Poczułam zimne kropelki rosy na stopach, słyszałam szmer rzeki i śpiew ptaków. Konkretnie znalazlam się w pewnej wiosce w górach, w ogródku przydomowym, do którego co rano wpadałam skubnąć malinę, truskawkę, wykopać ziemniaki albo sprawdzić, czy nocą dziki lub sarny nie częstowały się "naszym". W chwilę później, w mojej głowie pojawił sie kolejny obraz - drewniany płot. Sztachety szare, wygładzone czasem, gdzieniegdzie omszałe. I krzaki porzeczek. Z nabrzmiałymi i ciepłymi od słońca owocami. Pod gruszą, która już ścięta. I mimo, że do pracy, mimo, że urlop za dwa miesiące....Dobrze jest mieć w głowie takie pozytywne zapasy ;)
P.S. Dla Ciebie, Asiu, bo mówiłaś, że nic nie piszę! Całusy!
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment