17/09/2014
Historyjki z pracy wzięte
Pewien chłopczyk opowiada cudowne historie. Na przykład o "chynchyli, którą mama oddała cioci, bo jak byłem mały, to zjadałem jej kupy myśląc, że to chekoladki". A wczoraj narysował historyjkę o "Cherwonym Kapturku, który wyrucha z lasu". Bardzo mi się podobal tytuł tej pracy :D
16/09/2014
"Jesień....jesień" - cyt. za Mumio
Już dość mam upałów. Słonko - owszem, ale niech mrozi z rana, skrzy się szron i zapiera dech w piersiach zimne powietrze. Flanelowa, kratkowa piżama już czeka, przepisy na ciasteczka "ancymonowe" czekają, a mój nos węszy za jesiennymi książkami. Uwwwielbiam ten czas ;)
06/09/2014
Reklama...
Na ekranie telewizora Leonardo da Vinci projektujący rolkę papieru toaletowego. Mój syn:
- Jasne, jasne. Ale pierdoły - Leonardo i "srejtaśma"!
- No wiesz, wtedy akurat wycierano się suszonymi liśćmi kapusty - sprostowałam wyobrażenia Maćka.
- To wtedy w Rossmannie sprzedawali kapustę??
Bez komenatrza.... ;) Miłego weekendu!!
03/09/2014
"Let the new shit begin"
Dzisiaj moja podłoga kuchenna przyjęła z honorem na swe deski centralnie cebulkę smażoną z kiełbaską, prosto z patelni (z przeznaczeniem na łazanki), jajko surowe (bokiem po drzwiach lodówki) oraz waniliowy syrop do mleka. Nie wchodzę tam już dzisiaj!
28/08/2014
Reminiscencje wakacyjne w butelce
Limoncello - aromatyczne, cytrynowe, słonecznej barwy - robi się w butelce otulonej wikliną. Stan gotowości osiągnie za jakieś dwa tygodnie. Chętni do degustacji?
23/08/2014
Puk, puk
Odpowiadając na telefony, pytania i maile - żyję ;)
Mam się chyba lepiej niż w momencie, w którym zaczęłam pisać. Blog spełnił swoją funkcję terapeutyczną, niemniej jednak, wcale nie będzie przeszkadzać mi czasem coś skrobnąć. Zatem melduję - wakacje spędziłam tu i tam, w "spiżarni" przybyło kilka słoików, jestem bogatsza o nowe doświadczenia. Znów ciut mądrzejsza - co nie znaczy, że za rok nie powiem o sobie "Ależ byłam wtedy głupia".... Cały urok w ciagłej eksploracji - świata, siebie, innych. Miłej końcówki wakacji!!
16/06/2014
Rozlazłe buty i intymne części ciała
Buty szmaciane mi się "rozlazły" ot, co. Klapały mi uderzając korkowym koturnem w pięty, dopóki koleżanka nie sprzedała mi patentu na żelowe zapiętki. Zapiętki - super! But siedzi na stopie, wygodne, nie uciskają. Podczas szału zakupowego z mamą jeden zapiętek podwinął mi się. Przystanęłam, grzebiąc w bucie wyjaśniłam mamie:
- Napletek mi sie podwinął, wiesz?
Mina mojej rodzicielki - bezcenna. Chyba usiłowała sobie przypomnieć kogo powiła, bądź kombinowała jakim sposobem ta część ciała może się znaleźć w bucie.
12/06/2014
Kim jestem o poranku?
Postanowiłam po porannym prysznicu nie suszyć włosów - temperatura jest w miarę, więc chyba nie umrę, kiedy odwiozę Maćka do szkoły z wilgotnymi włosami. Jednak myliłam się, sądząc, że wyjdę z domu w takim stanie. Przerażenie w oczach dziecka i adekwatny komentarz sprowadził mnie do przysłowiowego "parteru".
- Mamo, zrób cos proszę, bo wyglądasz jak Chewbacca!
:(((((((((((((( Mam nadzieję, że komentarz dotyczył TYLKO fryzury!
10/06/2014
Konsternacja przy śniadaniu
Zasiedliśmy, zaczęliśmy konsumować....kiedy nagle Maciej wybiega z pokoju w stronę toalety (za potrzebą) i prosi:
- Mamo! "Obrabuj" mi za ten czas jajko!
Zastygłam z filiżanką kawy w pół drogi do ust. Ale skojarzyłam, jak może wyglądać jajko obrabowane ze skorupki. Tak, to o to chodziło.
09/06/2014
Trudne dzieci
Kilka dni temu kupiłam książkę "Łatwe sposoby na trudne dzieci". Pomijając fakt, że w pierwszych kilku zdaniach lektury zawarto treść, iż nie ma uniwersalnych sposobów na dzieci, tak generalnie, to książka całkiem pouczająca. Włozyłam ja na półkę obok innych. Podczas posiłku mój syn zerknął na nową okładkę.
- Pokaż, pokaż! Co to jest? - mruczał i cmokał przez chwile przeglądając jej zawartość, po czym stwierdził - Wiesz, pozyczam ją sobie. Przeczytam, żeby wiedzieć na co się nie nabierać!
03/06/2014
Męska restauracja
-Mamo! Jak nazwałabyś restaurację? Ale wiesz... nie jakiś tam "wiklinowy koszyk rumianku"... Tylko tak na przykład "Pod kozim łbem" czy coś...
23/05/2014
Zapachów ciąg dalszy
Dzisiejszy zapach podczas przygotowywania obiadu to czosnek i świeża bazylia.... A do tego w głowie słońce przede wszystkim, słodkie zmęczenie upałem, cykady, rozgrzane kafelki tarasu pod stopami, czekoladowa od południowego słońca skóra.
Dlaczego nie można stworzyć albumu zapachów? Zachować wspomnienia w słoiczkach, nakleić fotografię odpowiednią do woni... Zrobić swoje własne pachnidła. I napawać się nimi w sytuacjach stresogennych na przykład..... Marzenie!
A zgadniecie, co gotowałam na obiad?
21/05/2014
Chociażby o fasolce
Jestem zapachowcem, wąchaczem, nadwrażliwcem węchowym, jakkolwiek. Przygotowując na dzisiejszy obiad fasolkę szparagową zobaczyłam poranne słońce. Rozbielone światło, jak przez tiul. Poczułam zimne kropelki rosy na stopach, słyszałam szmer rzeki i śpiew ptaków. Konkretnie znalazlam się w pewnej wiosce w górach, w ogródku przydomowym, do którego co rano wpadałam skubnąć malinę, truskawkę, wykopać ziemniaki albo sprawdzić, czy nocą dziki lub sarny nie częstowały się "naszym". W chwilę później, w mojej głowie pojawił sie kolejny obraz - drewniany płot. Sztachety szare, wygładzone czasem, gdzieniegdzie omszałe. I krzaki porzeczek. Z nabrzmiałymi i ciepłymi od słońca owocami. Pod gruszą, która już ścięta. I mimo, że do pracy, mimo, że urlop za dwa miesiące....Dobrze jest mieć w głowie takie pozytywne zapasy ;)
P.S. Dla Ciebie, Asiu, bo mówiłaś, że nic nie piszę! Całusy!
08/05/2014
Nagroda za łomot
A ja? A ja pochwaliłam, przybiłam "pionę" i kupiłam mały drobiazg w nagrodę :) Mam w domu faceta!!
07/05/2014
Długo mnie nie było
Jakoś tak, samo wyszło..... Zajęłam się życiem, moje myśli oscylowały wokół czynności dnia codziennego:) Praca, dom, bez żadnych fajerwerków, bardzo miło, spokojnie. Na tyle dobrze, że nie potrzebowałam "autoterapii" pisanej. Teraz jest jeszcze lepiej, ale czuję się zobowiązana, wobec wszystkich tych osób, które piszą do mnie tak ciepłe i miłe słowa.
Na majowe pachnące poranki i wieczory życzę Wam myśli, żeby zawsze gdzieś był ktoś, kto wyczekuje, żeby zapytać jak minął Wam dzień :)
19/04/2014
Świąt takich, jakich chcecie!
Okna błyszczące, obrusy wyprasowane, podłogi wypastowane, pierzyny pachnące, jajka wyskrobane, babki wyrośnięte, sernik zarumieniony, szynka nadziana goździkami, pasztet aksamitny, słońce świeci i .... uśmiech na twarzy i radość w serduchu! Cudowności wszystkich z okazji wiosennych świąt! Gdyby ktoś z Was miał ochotę podzielić się z nami swoją osobą - zapraszamy! Wiele odpoczynku Wam życzę!
14/04/2014
Niech Twoje marzenia się spełnią!
Wczoraj na ścianie w pokoju Maćka pojawiła się kartka zapisana słowami następującej treści (pomińmy błędy ortograficzne). Zatkało mnie. Słowa chyba pochodzą z filmu "Turbo", o ślimaku, który realizuje swoje marzenia i wygrywa wyścig z jakimiś bolidami, czy czymś tak szybkim, a podobnym. Jakżebym chciała, żeby nikt nie stłamsił w moim dziecku wyobrażeń o tym, że marzenia się spełniają. Nasze marzenia są na miarę naszych możliwości, tylko czasem "something goes wrong".....
Trzymajcie za niego kciuki! :)
12/04/2014
Przyjęcie urodzinowe
Odbyło się bez szkód, jedynie sąsiadka z dołu demonstrowała swoje niezadowolenie stukając w strop miotłą (albo czymkolwiek).
Poza refleksjami na temat współczesnych dziewczynek rozmawiających jedynie na temat tego kiedy, z kim i jak się pocałują, chłopców bekających przy stole, krzyczących jakby byli sami głusi, to myślę sobie, .... że mimo wielu kontrowersji wokół słowa "wychowanie" (sama kiedyś chciałam dziecku towarzyszyć i dać mu swobodę, a nie wychowywać je ), niektóre z nich są poprostu hodowane. Sugeruję dyscyplinę po dzisiejszym przyjęciu i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, a raczej cielesnym znaczeniu. Tyle tylko, że to chyba akurat rodzice zawinili, a nie dzieciaki.
Jestem dumna z mojego dziecka. Ma swoje za uszami, ale dzisiaj pokazał klasę :))))))
08/04/2014
W co się ubrać?
Odwieczny dylemat kobiet "w co się ubrać?" szybko rozwiązał mój syn. Sobotnie popołudnie, panika, przed wyjściem do kina ze znajomym:
-Co mam ubrać, jak myślisz? W czym mam pójść....?
Maciej podszedł do otwartej szafy, zlustrował wnętrze i odpowiedział spokojnie:
-Może w tej zielonej koszulce ze Snoopym, w której śpisz?
07/04/2014
Poranne harce
Po śniadaniu usiłowałam "ręcznie" przekonać Maćka do ubrania się. Niestety zostalam napadnięta i obezwładniona łaskotkami z komentarzem:
- Ha! To był atak z PRENUMERATĄ!!
Takich poranków wam życzę ;)
04/04/2014
Tańce południowe
Czasem tak mam, że kiedy słyszę jakiś utwór, automatycznie nogi same mnie niosą, żeby ciut potańczyć. Dziś również. A w radiu akurat jeden z moich ulubionych "Por que te vas?". Maciej dołączył do mnie, o dziwo bez wygłupów, chwycił mnie za ręce i tak gibaliśmy się w słońcu chwilkę, szczerząc do siebie zęby w uśmiechach bez słów. Po czym zapytał całkiem poważnym głosem:
- Czy to jest walec?
Poniżej link do "walca drogowego"
https://www.youtube.com/watch?v=Saj0eaPN04o
fajnego weekendu!
02/04/2014
Dylematy samotnej matki
Bywają takie chwile, kiedy Twoje dziecko robi Ci obciach? Wśród osób kulturalnych, na poziomie, w sytuacji wcale nie "luźnej", w pracy, podczas oficjalnego spotkania... Napycha otwór gębowy (czyt. paszczę) ciastkami do granic możliwości, brudne ręce wyciera w koszulkę opiętą na wydatnym brzuszku, przy tym głośno komentując fragment rozmowy dorosłych: "Ale ja jestem synem nauczycielki!" Pragnę nadmienić, że brakuje mi pomysłów, co zrobić z dzieckiem, kiedy ja pracuję (a pracuję popołudniami).
Czy ja jestem przewrażliwiona, czy jestem złą matką? Nie poradziłam sobie z wychowaniem syna. Nie "popisuje się" pozytywnym zachowaniem. Zawsze wydawało mi się, że moje dziecko powinno być bardziej grzeczne niż inne. Dlaczego? A może jestem przewrażliwiona? A może mam menopauzę? Kiedyś czytałam artykuł dotyczący wychowania i genów, które przekazujemy dzieciom. Z badań przeprowadzonych przez nie-pamiętam-kogo wynikało, że jedynie 20% zachowań naszych dzieci wynika z wychowania. Aż 80% to geny przekazywane przez rodziców. Źle wybrałam, żle dobrałam partnera na ojca mojego dziecka pod względem postury ciała, rozpychania się łokciami w życiu, niedostosowania społęcznego, nie wiem według czego... Nie jestem dobrą mamą, bo gdybym nią była, nie miałabym ochoty palnąć sobie w łeb i wysłąć swoje dziecko do jego ojca, do Rotterdamu. Złą jestem matką, gdybym była dobrą - nie byłoby takich sytuacji. Złą jestem matką, kocham dziecko n ad życie, ale czasem bywam zmęczona....
Czy ja jestem przewrażliwiona, czy jestem złą matką? Nie poradziłam sobie z wychowaniem syna. Nie "popisuje się" pozytywnym zachowaniem. Zawsze wydawało mi się, że moje dziecko powinno być bardziej grzeczne niż inne. Dlaczego? A może jestem przewrażliwiona? A może mam menopauzę? Kiedyś czytałam artykuł dotyczący wychowania i genów, które przekazujemy dzieciom. Z badań przeprowadzonych przez nie-pamiętam-kogo wynikało, że jedynie 20% zachowań naszych dzieci wynika z wychowania. Aż 80% to geny przekazywane przez rodziców. Źle wybrałam, żle dobrałam partnera na ojca mojego dziecka pod względem postury ciała, rozpychania się łokciami w życiu, niedostosowania społęcznego, nie wiem według czego... Nie jestem dobrą mamą, bo gdybym nią była, nie miałabym ochoty palnąć sobie w łeb i wysłąć swoje dziecko do jego ojca, do Rotterdamu. Złą jestem matką, gdybym była dobrą - nie byłoby takich sytuacji. Złą jestem matką, kocham dziecko n ad życie, ale czasem bywam zmęczona....
26/03/2014
I wszystko jasne!
Podczas niezobowiązującej rozmowy wieczornej z dojrzałym, obytym mężczyzną usłyszałam wyrok.
- Wiesz dlaczego jesteś sama? Bo jesteś inteligentna, jesteś bardzo kobieca, masz swój styl i jesteś sobą!
Ja się pytam...co zacz?? Mężczyźni interesują się półgłupimi, męskimi, niestylowymi i udającymi kogoś, kim nie są babiszonami?? Tylko takie mają "wzięcie"? Czy innych mężczyźni się boją? Czy inne nie są w stanie wytrzymać z mężczyznami? Jak to jest? Dlaczego mam być skazana na emocjonalna banicję ze względu na inteligencję, kobiecość, trwanie przy własnych zasadach? Niech ktoś może zrobi jakieś badanie socjologiczne, badania "rynku" samotnych kobiet przed czterdziestką, bo kolokwialnie mówiąc "nie kumam" :D
24/03/2014
Tajemnice rodzinne
- "Lasciatemi cantare......copare mi cantare....scoparemi cantare..."
- Maciej, wiesz co znaczy "scopare"? To brzydkie słowo.
- Jakie? - spytał ze świecącymi oczami.
- Po prostu brzydkie! - powiedziałam stanowczo.
Maciej przytulił się do mnie i cicho powiedział:
- Ale powiedz jakie! No proszę! - Nie dawałam za wygraną, więc przeszedł do decydującego argumentu.
- W końcu jesteśmy rodziną!
23/03/2014
Auć!
Wychodzimy z domu, schylam się, żeby ubrać buty. Maciej:
-Mamo, jedno muszę przyznać.
-Hm? - stękam wiążąc sznurówki.
-Jak się wypniesz, to masz naprawdę duży tyłek...
....bez komentarza....
21/03/2014
Wiosenne pomysły mamusi spaliły na panewce
Pogoda jest CUDNA! Jadąc samochodem z otwartym oknem, z okularami na nosie (dzięki M.F. za komentarz, że wyglądam jak pszczoła), słuchając mocnego brzmienia radiowego, zaproponowałam rozwalonemu w fotelu pasażera młodemu człowiekowi:
-Maciej, a może wyskoczylibysmy na jakiś rockowy koncert razem? Wiesz, łojenie gitar, perka, te sprawy... hm?
Moje dziecko podpierając łokciem brodę, znudzonym głosem odrzekło:
-Wiesz, na żywo preferuję raczej jazz....
Zaniemówiłam :)
20/03/2014
Dziś międzynarodowy dzień szczęścia ;)
Pamiętam wieczór, kiedy leżeliśmy z panem X na kanapie, przytulając sie do siebie. Doznałam wtedy nagłego olśnienia.
- Zastanawiałeś się kiedyś, czym jest szczęście? - zapytałam.
Pan X ukokosił się wygodniej:
- A co masz na ten temat do powiedzenia?
- Szczęście to wybór.
Patrzył na mnie przez chwilę, czekając na ciąg dalszy. Ale ciągu dalszego nie ma. Szczęśliwym jest się z wyboru.
Słucham radia, a tam "wiosna, wiosna, wiosna", za oknem tez wiosna. I zastanawiam się, czy ja juz jestem na etapie "moherowych beretów", które prawdopodobnie się już nigdy nie zakochają? Nie, nie jest mi smutno. Raczej z nostalgią i rozrzewnieniem spoglądam na młode pary, trzymające się za rękę, spacerujące i szczęśliwe samym byciem ze sobą. Nie zazdroszczę im, uśmiecham się. Bardzo przyjemnie patrzy się na to, że inni też są szczęśliwi. I to nie kwestia zgromadzonych pieniędzy, odniesionego sukcesu czy tysiąca znajomych na "fejsbuku".
Móc celebrować życie jest szczęściem. Móc zmagać się (bądź dla zwolenników zen) akceptować trudności jest szczęściem.
Szczęśliwego dnia bycia szczęśliwym!!
18/03/2014
Hallo, co się dzieje??
Owszem, zlikwidowałam konto "fejsbukowe". Zainteresowanych kontaktem - proszę bardzo, wszystko na moim blogu lub koncie "guglowym".
Miłego wieczoru!
Mój syn poprawia rzeczywistość
W podręczniku mojego syna jest wiersz Tuwima, traktujący mniej-więcej o powolnym zółwiu i wyśmiewającym go chłopcu. Maciej dorysował puentę do istniejącego juz obrazka przedstawiającego bohaterów.
16/03/2014
Refleksyjnie
Nauczyć się "brać" jest trudno. Wiem, że dawanie sprawia przyjemność, ale branie może również. Branie to szacunek dla osoby, która chce nam coś ofiarować. Trudno jest brać w większości przypadków. Nauczyć się brać, to zrobić krok naprzód w samoświadomości. Przynajmniej dla mnie. Zgadzacie się?
14/03/2014
Ludzie...
Miewam okresy socjopatyczne, owszem.... Ale od czasu do czasu czuję, że warto poświęcić swój czas na spotkania, rozmowy, wymianę energii. Niezbyt często, niezbyt rzadko, w sam raz. Czasem kilka chwil spędzonych w towarzystwie przyjaźnie nastawionych ludzi, ładuję "baterie emocjonalne" na długo. Unikam spotkań z ludźmi na płaszczyźnie prywatnej. Zazwyczaj rozmawiam z innymi w pracy, czasem z panią w piekarni. I tyle.
Dziękuję tu Małgorzacie i Danielowi :) Za uwagę, zainteresowanie poświęcone mnie i mojemu synowi :) To takie budujące, usłyszeć od postronnej osoby, że jest dobrze, że jest fajnie, że jest ... pięknie :) Każdy ma deficyty, które albo uzupełnia sobie sam (dążę do tego), albo czerpie od innych. Ja akurat tym razem pozwoliłam sobie zadzieżgnąć dobroci od nich. Pozwolili mi na to. Dziękuję.
Cenię również każdy piątek z powodu taty Kajtka i Mikołaja, który zawsze ma dla mnie miłe słowo i ofertę podwiezienia z pracy do domu, oraz ich mamy Beaty, która jest dla mnie esencją kobiecości, dla mamy Wojtka i Piotra, niezmiennie rozświetlającej swoim uśmiechem moją pracownię.
Jestem wdzięczna. Miałam cudowny dzień :) Spokojnej nocy !
Gwoli wyjaśnienia....
Bycie singielką w tej chwili to dla mnie WYBÓR, nie konieczność. Wolę być sama, niż z dupkiem ;) Nie należę do kobiet, które cierpią dla gaci w domu. Owszem, bywają chwile zwątpienia... Ale takie zdarzają się nawet tym osobom, które są w szczęśliwych związkach.
Nie zgadzam się na bycie z kimś nieodpowiedzialnym do granic możliwości (mój były mąż), ani na bycie z kimś, kto nie ma w sobie ani krzty empatii i jest encyklopedycznym przykładem egocentryka - bądź też mizoginisty (mój były partner).
I jeszcze a propos pytań znajomych płci męskiej... ktoś kiedyś mi powiedział, że po to, by się napić śmietanki - wcale nie trzeba kupować krowy. Daję radę i nie musicie się o mnie troszczyć w tej kwestii!
Wszystko chyba jasne ;) Pozdrawiam i życzę miłego dnia!
13/03/2014
W Szczekocinach szczeżuja szczerzy szczerby
Mój syn, ucząc się pisać w szkole pisma ręcznego, przy każdej nowo poznanej literce, ma za zadanie narysować przedmiot, którego nazwa zaczyna się na daną literę, lub głoskę.
Dziecko ma mocno orientalizujące poglądy.... Nie mógl zobrazować szyszki alb chociaż "szczewika" ??
11/03/2014
Jesli nie ja, to kto?
Macie dni zaplanowane? Ja tak. Odwożenie, odbieranie, zakupy, obiady, sprzątanie, praca, judo dziecka, piłka nożna dziecka. Ustalam przed porannym wyjściem z domu po kolei krok za krokiem, żeby nie biegać niepotrzebnie tam i z powrotem, żeby o czymś nie zapomnieć, pakuję do samochodu rzeczy potrzebne od rana do wieczora. Żeby zdążyć. I wszystko ustalone co do plus-minus 10 minut.
Ale dzisiejszego ranka los sprawil mi psikusa. Samochód nie odpalił. Zatem poranny bieg do szkoły przez całe miasto pieszo, bo tramwaj ani autobus nie dojeżdża. Do pracy na 10 już nie dam rady, bo nie zdążyłabym wrócić do domu i wyjść i zdążyć, a nie zabrałam potrzebnych rzeczy na cały dzień. No tak, odebranie Maćka ze szkoły pieszo, nakarmienie go obiadem i pójście do pracy na 15 będzie graniczyło z cudem w czasie, który mi będzie dany pomiędzy tymi czynnościami. Obiad dziś eliminujemy. A z judo też go nie odbiorę bo siedzę w pracy. Cóż.... Macie dziadków, babcie, mężów? To się macie fajnie. Powiem Wam jedym słowem, do dupy jest samemu.
Kiedyś, jedyny stuprocentowy facet jakiego znam, Jarek, powiedział mi mądre słowa:
- Eliza, Ty jestes kobietą! Ty wcale nie musisz wchodzić na dach, żeby sobie naprawić antenę TV, wcale nie musisz umieć naprawiać kranu ani zbijać budy dla psa z desek!
Fakt, nie muszę. Ale jeśli nie ja, to kto?
Dziecko jest jak tatuaż na twarzy kobiety - dla Ani
Każdy z nas jest ważny. Każdy człowiek. Wiem, że dzieci są szczęśliwsze, kiedy mają jednego szczęśliwego rodzica, niż kiedy zmagają się z obydwoma sfrustrowanymi i skaczącymi sobie do gardeł. I to działa cały czas.... KAŻDY Z NAS JEST WAŻNY. Dopóki tego nie zrozumiałam - nie godziłam się w życiu na nic. Ani na swoją sytuację w pracy, ani na sytuacje rodzinną, ani na żadne drobne czynności dnia codziennego. Zajęło mi kilka miesięcy zrobienie porządku z samą sobą. Dopiero wówczas zrozumiałam, że tak naprawdę, są rzeczy na które mam wpływ, a inne dobrze jest zaakceptować, zamiast z nimi wojować. Dla swojego zdrowia psychicznego. Spokój jest dla mnie bardzo ważny.
Kiedy miewam momenty zapadania się wewnątrz czeluści, zionącej gdzieś we mnie, tej niewypełnionej dobrymi uczuciami, nic nie jest w stanie przemówić mi do rozsądku. Wszystkie pozytywne słowa giną w czarnej dziurze. Kiedyś uświadomiłam sobie, że w chorobie psychicznej najgorszy jest fakt, że największy wróg, który toczy wówczas psychikę jak czerw padlinę - to mój mózg. Nie mogę się go ani pozbyć, ani wyłączyć. Po prostu jest w środku i działa na moją niekorzyść. I wiem również, że nikt wtedy nie jest w stanie mi pomóc, prócz mnie samej. Nie chcę analizować przyczyn złego samopoczucia, bo u każdego są pewnie inne, ale wiem, że tylko ja sama jestem w stanie CZASEM zapanować nad myślami. Nie wiem ani co, ani jak, ani kiedy mi pomogło. Buddyzm? Medytacja? Trening uważności? Spokój? Samotność? Poranna kawa? Pogoda? Pomalowane paznokcie? Słowa mojego dziecka? Nie wiem. Ale za każdym działaniem, jakie podjęłam - stoję JA.
Każdy rodzic, który zastanawia się jak być lepszym, ma wyrzuty sumienia, rozmyśla co zrobił źle - jest dobrym rodzicem. Gdyby nie analizował swojego zachowania, uważał, że jest nieomylny, idealny - byłby psychopatą, który wychowa cyborgi. Albo potencjalnych pacjentów poradni zdrowia psychicznego (jak ja;). Wątpliwości są dobre. Uczą, jak wzrastać. Oczywiście traktowane zdroworozsądkowo!
Też chcę być kochana! Ale tu nawiążę, do tego co powyżej. Jesli sama sobie nie dam miłości, dlaczego oczekuję, że da mi ją obca osoba? Ja jestem czynnikiem sprawczym swojego życia. Chciałabym, żeby ktoś mnie przytulał, dotykał, obdarzał atencją moją osobę. Chciał spędzać ze mną czas, pomagać mi, wspierać mnie, odgarnąć włosy z czoła... Mam w sobie wiele miłości, którą jestem w stanie DAĆ. Ale chyba rozdam ja bezwarunkowo. Jest tyle rzeczy na świecie, które można pokochać, poza wymarzonym mężczyzną, na którego jeśli będę czekać - przegapię wszystkie inne wartościowe pod względem uczuciowym wydarzenia. Są chwile, kiedy patrzę wieczorem w lustro, zastanawiam się, dlaczego sama jest kobieta mądra, w miarę atrakcyjna, z całkiem niezłymi piersiami i zgrabnym tyłkiem, zaradna życiowo, władająca kilkoma językami, wciąż rozwijająca się, potrafiąca gotować, piec wspaniałe ciasta...Co ze mna jest nie tak?
Po prostu tak się ułożyło. Nie jestem ani lepsza, ani gorsza od innych. Cóż, nie będę rozpaczać nad straconymi latami, bo one mnie czegoś nauczyły. Nie będę żałować swoich postępków, bo nie żyję już przeszłością. Jedyne co mogę i chcę zrobić, to zadziałać TERAZ. Nie raniąć nikogo, a zwłaszcza nie postępując wbrew sobie ;)
Nos do góry!
08/03/2014
Losowanie
Losowanie w tym tygodniu nie skończy się wycieczką, zatem zainteresowanych zapraszam na wojaże następnym razem. Dziś rano wylosowaliśmy ZAKUP KSIĄŻKI :) "Opowieści z Narni" - wszystkie tomy zakupione. Biegnę na zajęcia! miłego dnia wszystkim!!
06/03/2014
Jak AMANT w pacierzu...
... jak amant w pacierzu (to powiedzenie mojego syna) dzisiejszy dzień nie był fajny :(
Przed południem, hm.. co tu dużo gadać. Doły miewam, czasami. Snułam się po mieszkaniu, usiłowałam pozbierać się "do kupy" dzięki dobrej kawie, pozytywnym afirmacjom, medytacji, prysznicowi, masażowi, pillingowi, słuchaniu Bacha...Nie pomogło.
Dziękuję mojej drogiej imienniczce, która mimo zapalenia oskrzeli proponowała, że nie zważając na swoją chorobę przyjdzie ze mną pobyć :) Czyjaś obecność w takiej chwili tylko bardziej mnie rozkleja. Folguje wtedy swoim uczuciom, płyną one, płyną, zazwyczaj z gorącymi łzami...
W każdym razie, przed odebraniem Maćka ze szkoły przyklepałam na zaczerwieniony nochal i opuchnięte oczy jakiś tam makijaż. W drodze do domu dowiedziałam się od dziecka, że na JUTRO MUSI zrobić gazetkę ścienną o Hiszpanii i przynieść mus czekoladowy dla całej klasy na Dzień Kobiet !!! Zanim dojechaliśmy do domu, udało mi się wytargować zamiast musu czekoladowego na 21 osób plus pani - babeczki z nadzieniem jagodowym. Oczywiście - etatowo pracuję popołudniami, więc nie ma szans na "obijanie się". Zatem...Dom, obiad, zadanie domowe, zakupy, w drodze z zakupów do pracy - wykidany w samochodzie jogurt pitny na mój płaszcz, tapicerke, buty, spodnie, torebke, dziecko (to moja sprawka, nie Maćka). W takim razie (15 minut do rozpoczęcia pracy) - dom, wrzucenie zakupów, zdjęcie ciuchów, ubranie czystych ciuchów, samochód, praca. W pracowni - chluśnięcie sobie przypadkowo różową farba w twarz, oko, na włosy, koszulkę, spodnie, buty (wczesniej oblane jogurtem, bo nie zmieniłam, zamszowe nota bene). Chwilowo miałam dość. Po pracy - odebranie Maćka z judo, zorientowanie się, że nie ma judogi, czyli albo mu ktoś "świsnął", albo "zwinął" przypadkowo dwie razem ze swoją. Gazetka o Hiszpanii zrobiona, KONIECZNIE na jutro. A teraz...babki siedzą w piekarniku, jeszcze koszulę, spodnie wyprasować, bo jutro "na galowo".
Wiem, to normalne, każdy rodzic się z tym zmaga. To codzienność. Ale czasem brakuje mi po prostu kogoś obok mnie...Dzisiaj nie był dla mnie dobry dzień :(
Czasem, kiedy puka w drzwi w moim mózgu stara znajoma - depresja, nie moge się oprzeć i otwieram jej szerzej drzwi... Nie mam siły zamknąć ich przed jej nosem.
Przed południem, hm.. co tu dużo gadać. Doły miewam, czasami. Snułam się po mieszkaniu, usiłowałam pozbierać się "do kupy" dzięki dobrej kawie, pozytywnym afirmacjom, medytacji, prysznicowi, masażowi, pillingowi, słuchaniu Bacha...Nie pomogło.
Dziękuję mojej drogiej imienniczce, która mimo zapalenia oskrzeli proponowała, że nie zważając na swoją chorobę przyjdzie ze mną pobyć :) Czyjaś obecność w takiej chwili tylko bardziej mnie rozkleja. Folguje wtedy swoim uczuciom, płyną one, płyną, zazwyczaj z gorącymi łzami...
W każdym razie, przed odebraniem Maćka ze szkoły przyklepałam na zaczerwieniony nochal i opuchnięte oczy jakiś tam makijaż. W drodze do domu dowiedziałam się od dziecka, że na JUTRO MUSI zrobić gazetkę ścienną o Hiszpanii i przynieść mus czekoladowy dla całej klasy na Dzień Kobiet !!! Zanim dojechaliśmy do domu, udało mi się wytargować zamiast musu czekoladowego na 21 osób plus pani - babeczki z nadzieniem jagodowym. Oczywiście - etatowo pracuję popołudniami, więc nie ma szans na "obijanie się". Zatem...Dom, obiad, zadanie domowe, zakupy, w drodze z zakupów do pracy - wykidany w samochodzie jogurt pitny na mój płaszcz, tapicerke, buty, spodnie, torebke, dziecko (to moja sprawka, nie Maćka). W takim razie (15 minut do rozpoczęcia pracy) - dom, wrzucenie zakupów, zdjęcie ciuchów, ubranie czystych ciuchów, samochód, praca. W pracowni - chluśnięcie sobie przypadkowo różową farba w twarz, oko, na włosy, koszulkę, spodnie, buty (wczesniej oblane jogurtem, bo nie zmieniłam, zamszowe nota bene). Chwilowo miałam dość. Po pracy - odebranie Maćka z judo, zorientowanie się, że nie ma judogi, czyli albo mu ktoś "świsnął", albo "zwinął" przypadkowo dwie razem ze swoją. Gazetka o Hiszpanii zrobiona, KONIECZNIE na jutro. A teraz...babki siedzą w piekarniku, jeszcze koszulę, spodnie wyprasować, bo jutro "na galowo".
Wiem, to normalne, każdy rodzic się z tym zmaga. To codzienność. Ale czasem brakuje mi po prostu kogoś obok mnie...Dzisiaj nie był dla mnie dobry dzień :(
Czasem, kiedy puka w drzwi w moim mózgu stara znajoma - depresja, nie moge się oprzeć i otwieram jej szerzej drzwi... Nie mam siły zamknąć ich przed jej nosem.
05/03/2014
Tęczowo
Dziś w pracowni było relaksująco i tęczowo. Malowaliśmy farbami wylanymi do plastikowych koszulek na dokumenty. Cudownie było mazać dłońmi, naciskać palcami, gnieść pięściami, rozprowadzając wewnątrz kolorowe plamy. Powstały fantastyczne kompozycje :) Nie mogliśmy przestać! Spokojnej nocy i tęczowych snów :)
Wieczorne Polaków rozmowy
Pewnie niejeden z Was wychodzi z domu rano, wraca wieczorem, ledwo powłócząc nogami. Ja ostatnie dwa dni miałam mega zapchane przeróżnymi czynnościami, niekoniecznie przyjemnymi, statycznymi czy pozytywnymi.
Ostatni ważny dla mnie punkt programu każdego dnia, to wieczorne czytanie dziecku. Zazwyczaj po nim, Maciej zasypia. Ale bywają dni (jak dwa minione), kiedy prowadzi wręcz monolog, co chwilę wtrącając "Mamo, słuchasz?", albo "Mamo, a wiesz jak się nazywa...?" A ja wtedy ledwie zyję.
Przedwczoraj dowiedziałam się o mutacjach genetycznych u ryb - pił, że niektórym z nich piły wyrastają w górę, zamiast w przód, o ich mozliwościach szybkiego pływania, o cenie za nielegalne "piły" tych ryb, itd... Wczoraj miałam test ze znajomości samolotów, wypytywanie o datę przelotu Amelii Earhart nad Atlantykiem, modelu jej samolotu oraz prędkości lotu.
Czasem mój umysł w porze wieczornej nie funkcjonuje zbyt dobrze :/ Mam kompletnie dość tych opowieści, słuchania, potakiwania... Najchętniej zamknęłabym się w osobnym pomieszczeniu, SAMA!
Ale myślę sobie, że być może za rok, za dwa, Maciej nie będzie chciał podzielić się ze mną takimi informacjami? Pewnie nie powie mi nawet, co przeskrobał w szkole. Nie powie co podoba mu się w Natalii z II B. A jeśli zirytuję się i ochrzanię go, to być może się zniechęci do rozmów ze mną, możliwe, że nie będzie więcej opowiadał o swoim planie uratowania ludności Ukrainy przed Putinem...
Wtedy "spływa" na mnie spokój, wyłączam logiczne myślenie, uśmiecham się, patrzę na te mądre brązowe oczy, słucham... i chcę, żeby mówił do rana.
01/03/2014
Piątkowe losowanie...
Piątkowe losowanie wytargało ze słoja z nagrodami wycieczkę do Ogrodzieńca :) Pogoda świetna! Tyle tylko, że zamek nieczynny poza sezonem. Ale skałki dookoła zamku zdobyte! Odpoczęliśmy.
A teraz sernik rumieni się w piekarniku, na samą myśl, że skończy w naszych ustach :) Mam nadzieję, że na Opowieści z Narni o 20:10 na Polsacie zdąży "dojść".
Sobotę uznajemy za udaną.
Za tydzień zapraszam chętnych do udziału w naszych weekendowych atrakcjach! Zawsze mam trzy puste miejsca w samochodzie :) Może macie ochote je zająć?
27/02/2014
Tłusty czwartek
Pamiętam pewnego pączusia... Siedziałam po ciemku w swoim ulubionym kuchennym fotelu, pochylona nad laptopem, który grzał mi kolanka. Jadłam pączka. Zaczytana, dopiero kiedy włożyłam do ust ostatni smakowity kąsek - zorientowałam się, że nie było w nim nadzienia.
Na marginesie, mój syn jest przekonany, że "nadzień" ma rodzaj męski. W każdym razie, zasmucona brakiem słodkiego dżemiku wewnątrz pączka, chciałam zakończyć moje wieczorne posiedzenie. Dopiero zamykając klapkę komputera, zorientowałam się, że cały "nadzień" klicnął mi na klawiaturę.
Z pączkiem jest jak z życiem... Spodziewasz się czegoś dobrego, czekasz, poszukujesz - i nic. A kiedy postanawiasz brnąć dalej i kolokwialnie mówiąc "olać temat" - odkrywasz "nadzień" w zupełnie nieoczekiwanym miejscu...
Zwiedzanie szkoły
Mojemu synowi przechodzenie z klasy do klasy wydaje się jakąś wędrówką. Ma swoją wizję, w której będzie przechodził z klasy do klasy (dosłownie). Mimo tłumaczeń, że zostanie w tym samym pomieszczeniu, jest przekonany, że przejście do kolejnej klasy to jakaś podróż, przenosiny manatek, czy sama nie wiem co.
Kilka dni temu rozmawiałam z wychowawczynią Maćka, która z pewnych względów zasugerowała, żeby moje dziecko od września uczęszczało do trzeciej zamiast drugiej klasy. Oczywiście sugestia wywołała u mnie zagotowanie się mózgu, przemyśliwania w te i z powrotem, analizowania plusów i minusów, itd... W końcu postanowiłam zapytać tego, którego kwestia dotyczyła.
Padło pytanie:
- A co ty o tym myślisz, Maćku?
Odpowiedź była błyskawiczna, poparta nie znoszącym sprzeciwu gestem:
- O nie, nie! Wolałbym zdecydowanie zwiedzić drugą klasę !
Cóż, niech tak pozostanie...
24/02/2014
Czysty behawioryzm...
Chociaż nie jestem zwolenniczką machania marchewką osiołkowi przed nosem, to mimo tego.... zastosowałam "system".
U Macieja w pokoju wisi korkowa tablica, na której pojawiają się wycięte z papieru zwierzątka. Do tego legenda:
- sprzatanie pokoju 1 królik
- podlewanie kwiatków 1 papuga
- opróżnienie zmywarki 1 rybka
- grzeczne zachowanie w trakcie wizyty u kogoś 1 piesek
- itd...
W moim pokoju stoi ogromny szklany, zamykany słój. A wnim ruloniki z zapisanymi nagrodami, między innymi:
- wycieczka do ZOO
- wyjście na lody
- pół godziny łaskotania
- wspólne pieczenie ciasta
- malowanie
- itd...
Za 5 zwierzątek zebranych w tygodniu, co piątek losujemy :) W zeszły piątek wylosowaliśmy malowanie.
Wiecie, że taki system działa? Najbardziej cieszy Maćka losowanie, ekscytuje się w chwili, gdy moja ręka miesza w słoju. A ja też jestem zobowiązana niejako uczestniczyć z nim w czymś fajnym :)
A jak wy radzicie sobie z egzekwowaniem obowiązków od Waszych dzieci? Zdradźcie tajemnice!
23/02/2014
Pogoda jest!
Zawsze lubiałam obserwować. Fascynują mnie przypadki ludzkie, jeśli chodzi o obcych - to ich zewnętrzność. Dzisiaj podczas spaceru po parku chorzowskim napatrzyłam się, że hej! Poza tym, nawdychałam mnóstwa rześkiego, chłodnego powietrza (nie napiszę, że świeżego, z oczywistych racji, przecież to Śląsk). Nogi się rozruszały, umysł dotlenił. Odpoczęłam, naprawdę :) Szkoda tylko, że nikt z Was nie zechciał nam towarzyszyć... Pogoda coraz ładniejsza, aż żal siedzieć w domu! Zachęcam, namawiam i porszę o kontakt osoby, które nastepnym razem chętnie pojechałyby gdzies z nami :)
Maciej uczy się jeździć na deskorolce. Co widać na załączonych zdjęciach. Wesoło było! Może ktoś z Was zechciałby udzielić mu kilku ważnych wskazówek, zwłaszcza dotyczących bezpiecznych upadków :D
Subscribe to:
Comments (Atom)


.jpg)



.jpg)










.jpg)












.jpg)



